Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/259

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— To są tchórze, panie Clabonny! ludzie słabego serca! Czego zwierzęta nie mogą dokonać, na to ludzie ważyć się powinni; te biedne stworzenia nie mają tak jak my przygotowanych zapasów żywności, nic więc dziwnego, że muszą gdzieindziej szukać bytu dla siebie — ale marynarz czujący dobry okręt pod swemi stopami, powinien mieć odwagę iść choćby na koniec świata.
— Masz zatem nadzieję, że Hatteras dopnie zamierzonego celu?
— Jestem o tem przekonany panie Clawbonny.
— Ja tak samo myślę, Johnsonie, i gdybym sam jeden tylko miał pozostać przy nim, to...
— Byłoby nas dwóch.
— Dwóch Johnsonie, odpowiedział doktór ściskając rękę dzielnego marynarza.
Ziemia księcia Alberta, wzdłuż której Forward płynął w tej chwili, nosi także inną jeszcze nazwę: ziemi Grinnel’a; i chociaż Hatteras, wieczną dla Yankessów tchnący nienawiścią, nie zgadzał się nigdy na przyznanie jej tego nazwiska, pod takowem wszakże najpospoliciej ona jest znaną. Podwójne to nazwisko powstało ztąd, że jednocześnie Anglik Penny nadawał tej okolicy imię księcia Alberta, a dowódzca okrętu Rescue porucznik Haven, nazwał ją ziemią Grinnela na cześć amery-