Strona:Juliusz Kaden-Bandrowski - Przymierze serc i inne nowele.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W przedpokoju powtórzył prałat jeszcze raz, żeby było na czas, bo to gwiazdkowy podarunek dla sióstr. Kiedy się drzwi za moim ojcem zamknęły, a ja chciałem księdzu rękę pocałować, cofnął ją, obrażony, że się z ojca swego wyśmiewam. Wtedy rozpłakałem się.
O pieniądzach przy całej umowie czy potem ani słowa oczywiście, choć pamiętam, żem odnosił do ojca list z formalnem zamówieniem na stemplu, i że matka bardzo się cieszyła, bo miało z tego być rzeczywiście bardzo „dużo dochodu“.
Chciała, by ojciec poprosił bodaj „o coś“ naprzód, ze względu na święta i na gwiazdkę.
Ojciec, — że nigdy! Wpadł w rzadką złość, — nie mieszać mu do tego żadnych pieniędzy, „nie doskakiwać z groszem“. Grosz jest dla was, w porę go dostaniecie, — ale dla mnie?!
Cóż więc „było dla niego“ z tej pracy w zimnych ścianach pustej pracowni, po której miotał się z kąta w kąt, albo siedział nad drzewem i dłubał, że mu pot z czoła płynął, albo zgrzytał ołówkiem po papierach, albo, drzwi nawet nie zamknąwszy, uciekał.
Wtedy wchodziliśmy tam z matką, aby się przypatrzeć, ile nowych fałdów wyrosło z martwej pałuby, czy już gotowe są ręce, co mają krzyż dźwigać, jak się ma rzecz ze stopami, i tak dalej.
Siadało się w nachylonym cieniu postaci, która jeszcze głowy nie miała, i gadało się o nadziejach idącej gwiazdki. Co „za to“ dostaniemy, co sobie kupimy, jak się „obsprawimy“.
Naturalnie, że nie pamiętam żadnej pożytecznej rzeczy. Ale pamiętam, że gdy się matka pod rzeźbą