Strona:Jerzy Szarecki - Na pokładzie Lwowa.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nazajutrz byłem już w domu.
— Wróciłeś synu marnotrawny — powiedział ojciec, całując się ze mną serdecznie.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

W trzy miesiące potem płynąłem już na statku, jako uczeń Szkoły Morskiej, w pierwszą ćwiczebną podróż na wyspę Maderę.