Strona:Jerzy Szarecki - Na pokładzie Lwowa.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ja… ja… oglądałem dolmeny, panie komendancie — wyjąkała drżącym głosem „owieczka“.
— Cóż, obejrzeliście je dobrze, mieliście czasu dużo, prawda?
— Tak… tak jest, panie komendancie.
— Piękneż one są, te dolmeny? — A?
— Pię… pię… pię… piękne, panie komendancie.
— No, ot, a teraz maszerujcie do paki, będziecie tam rozmyślać o piękności tych dolmenów. Marsz!
Bardzo długo rozmyślał Norecki w pace nad pięknością dolmenów.
Długo, bo aż do końca podróży, czyli do chwili, gdy został on skreślony z listy załogi i z listy uczniów Szkoły Morskiej.