Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Hej! — zawołałem — wąsaty! Czy to już Hong-Kong?
— Nie — odpowiedział poważnie. — To jeszcze nie Hong-Kong.
— Toć widzę, że nie, a właściwie nic nie widzę!
— Źle patrzysz skoro nie widzisz, a zresztą ono i lepiej, że jesteś teraz ślepy — rzekł, złażąc z bugszprytu do siatki a z siatki na pokład.
— Służba kotwiczna, trapowy, szkafut, załoga szalupy, — raz, dwa, trzy, cztery — mówił Janusz wyciągając za rękawy z grupy marynarzy kolejno siedmiu drabów.
— Załoga szalupy w pogotowiu! — rzucił jeszcze i zeszedł z baku na śródokręcie.
Zauważyłem, w migotliwem blasku świateł pozycyjnych, że gęby drabów wyznaczonych do załogi szalupy wydłużyły się i posmutniały. Wbiłem wzrok w czerń nocy w tym kierunku, w którym przed chwilą patrzył Janusz. Wydało mi się w pewnym momencie, że czerń ta przybiera w głębi jakieś kształty, zarysy.
— Nie — pomyślałem — to niemożliwe — wiem na pewno, że w tej połaci oceanu niema żadnego lądu ani wysp — przywidziało mi się.
Udałem się na poszukiwanie Januszka, chcąc za-