Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żądać od niego wyjaśnień w sprawie tego tajemniczego zakotwiczenia się na środku oceanu.
Znalazłem go w komendanckiej rupce przy szklance i butelce konjaku stojących na stole.
— Hę? — rzekłem, siadając obok niego na fotelu i patrząc w jego czarne, szelmowskie oczki pod krzaczastemi brwiami.
Teraz jednak oczy jego nie miały swego zwykłego drwiącego wyrazu. Z aksamitnej czerni ich wyraźnie wyzierał niepokój, wzruszenie.
Januszek siedział pogrążony w milczeniu i nie odpowiadał na żadne pytania. Jednakże, gdy w butelce poziom konjaku zrównał się z dnem, Januszek przemówił.
Zaczął coś bredzić o wyspie jakiejś nieznanej, o pięknej kobiecie, o miłości, o pożądaniu, o niebezpieczeństwie wreszcie; trudno było coś wyrozumieć z tego półpijanego bełkotu czemś podenerwowanego do głębi człowieka.
Zaczynał mówić, przerywał, zacinał się, znów zaczynał od początku, aż wkońcu machnął ręką, otworzył szufladę stołu i wydobył z niego zwitek jakichś przeraźliwie zniszczonych szpargałów, zapisanych od góry do dołu. Położył tę plikę przede mną i rzekł: