Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Trapowy uciął sobie drzemkę w waterwejsie, w cieniu burty. Przedewszystkiem poszli do kuchni. Już przy drzwiach posłyszeli jakiś monotonny głos rozlegający się na płycie kuchennej. Banabak leżał na płycie twarzą w dół i pośpiesznie mamrotał:
— Nie mogę żyć... nie mogę żyć... nie mogę żyć...
Syroj podsunął mu pięść przed oczy i wycharczał:
— Mahaya zabiłem... żebyś słówka o niczem nikomu nie pisnął... pamiętaj... bo śmierć...
Banabak nie zwrócił nań najmniejszej uwagi.
— Nie mogę żyć... nie mogę żyć... nie mogę żyć... — mamrotał nieprzytomnie, kamiennym wzrokiem patrząc w deski kambuza.
— Zwarjował! — mruknął Safandopułło. — Nie wsypie nas. Chodźmy się przebrać...

Nazajutrz zrana, gdy do burty „Chinsury“, na dwóch motorówkach przybiła portowa policja w celu dokonania śledztwa w sprawie zabójstwa znanego w Cherbourgu zboczeńca nazwiskiem Mahayo — znaleziono Banabaka martwego z podciętemi żyłami leżącego na płycie kuchennej kambuza. W zesztywniałych już zimnych palcach jego dziwacznych rąk znaleziono kartkę tej treści: „W śmierci Francuza Mahaya proszę nikogo nie winić — ja go zamordo-