Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Już — znikł pewnie — pomyślał.
Wstał z kuczek, podszedł do burty. Spojrzał wtył statku. Nic. Księżyc tylko kładzie na falach swój tajemniczy, zimny, martwy blask. Otworzył usta. Charczenie jakieś dobyło się z gardła. Nie mógł krzyknąć. Zebrał całą siłę woli. Opanował się. Znów walka o decyzję. Ciężki, przerywany oddech. Nagłe poruszenie woli. Krzyk straszny, upiorny, śmiertelny: Człowiek za burtą!
Wysłane szalupy nie znalazły w falach ciała Tołby.
Według przypuszczeń Orskiego, wypowiedzianych do komendanta, samobójca, skacząc z baku wdół, uderzył głową o łapę kotwicy wystającej z kluzy i już martwy wpadłszy do wody ze strzaskaną czaszką, odrazu zatonął. Komendant zgodził się z tem przypuszczeniem. Zresztą innego tłumaczenia gwałtownego zatonięcia Tołby i być nie mogło. Nocy tej biały, szkolny bark minął trawers Gibraltaru.
Od tego czasu minęło wiele lat, Orski ukończył szkołę morską i oto po raz pierwszy statek na którym jest on oficerem wachtowym rozpienia sztabą te wody w których tragiczną śmiercią zginął Tołba.
...Taka sama noc księżycowa...
Orski wstrząsa gwałtownie głową i odchodzi od