Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


podejść do burty, przechylić się i zajrzeć w latarnie — palą się.
Tołba odwrócił się plecami i poszedł do burty. Decyzja. Jak kot na palcach Orski podążył za nim. Mijając zbiornik ze słodką wodą pocichu zdjął ze śruby ciężki, żelazny klucz do zakręcania kranu. Stanął za Tołba. Tamten przechylił się całem ciałem nad wodą chcąc zajrzeć w latarnię. Druga decyzja. Zaparty oddech. Przyśpieszone bicie serca. Protest nerwów. Wahanie. Ciężka, gęsta mgła w przyćmionej świadomości i trzecia niedostrzegalna dla uwagi nieodparta decyzja. Ciężkie, bolesne westchnienie, jęk żałosny, zgrzyt zębów — opór zniweczony. Cios. Trzask przełamanej czaszki i głuchy plusk za burtą. Cisza. Orski w kuczki przysiadł na pokładzie. Rzęził. Ręce mu drżały, w uszach łomotały pulsy. Fooj... fooooj... foj... — co chwil parę wyrzucał ciężkie westchnienie z płuc. Wzrok błędny, nieprzytomny wparł w jakiś ciemny ślad po sęku w desce pokładu. Dłońmi ocierał zimny pot z czoła. Dopiero po kilku minutach oprzytomniał. Usiłował zebrać myśli, wziąć je w karby i skierować na drogę rozsądku. Opanował się wkońcu. Zaczął liczyć. Odliczył cztery minuty i zaprzestał — nie mógł już dłużej.