Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nego sztilu[1] przy brzegach południowej Hiszpanji. Nastały wówczas spokojne, gwiezdne, księżycowe noce i znieruchomiałe w absolutnej ciszy białe płachty żagielne poklaskiwały tak leniwie i cicho jakby strzepywały z siebie łagodnie blade, tajemnicze światło miesiąca na zasnuty długiemi cieniami pokład. Już podczas pierwszej takiej nocy, gdy „Gwiazda“ znajdowała się na szerokości Kadyksu, porucznik Orski zachował się ze wszech miar dziwacznie i niezrozumiale. Oto w chwilę po objęciu swej wachty (od 12 w nocy do 4) opuścił stanowisko oficera wachtowego na rufie i poszedł na bak. Bempo, który, pomruczawszy, swoim zwyczajem, krótkich chwil kilka, zdążył już zapaść na stojąco w głęboki sen, obudziwszy się, ujrzał z przerażeniem sylwetkę porucznika tuż obok siebie opartą plecami o windę kotwiczną.
— Wszyscy czarci głębinowi — pomyślał z głuchą rozpaczą „św. Franciszek“ — ratujcie mnie, bo ten demon czuwania znów wlepi kilka godzin karnej wachty Bożemu słudze Bempowi.

Ale porucznik Orski stał nieruchomo, zapatrzony w księżycową dal i, zdawało się, nie wiedział nawet o obecności wachtowego na „oku“. Tak minęło kilka

  1. Sztil — bezwietrze.