Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


rzadko lub nigdy nie zwiedzanej przez statki. O godzinie dziewiątej zrana odbiła od trapu szalupa, kierując się do wyspy, by zabrać z niej komendanta. Z łatwo zrozumiałym niepokojem oczekiwałem jej powrotu. Po pięciu godzinach wróciła, ale z niczem — Januszka nie było. Nie było go i w drugiej szalupie, którą wysłałem wślad za pierwszą, nie było i w trzeciej, Ja sam, na czele sześciu ludzi załogi, przełamawszy ich opór, przeszukałem wzdłuż i wszerz małą lecz pełną skalnych rozpadlin i gąszczów krzewowych wysepkę. Nic. Absolutnie nic nie znaleźliśmy, co mogłoby nam dopomóc do odszukania Januszka. Wogóle nic nie wskazywało nawet na to, że wyspa jest zamieszkana. Tylko na samym brzegu, na piasku, leżała kupa białych kości i dwie czaszki szczerzyły zęby w potwornym uśmiechu. Jeszcze dzień i noc całą trwały bezowocne poszukiwania, aż wkońcu z rozpaczą w sercu po stracie przyjaciela machnąłem ręką i jako jedyny oficer objąwszy dowództwo „Perły“, odstawiłem ją do Australji do jej ojczystego portu. I tutaj los spłatał mi znów złośliwego figla. Oto właściciel „Perły“, Grek — przemytnik dowiedziawszy się o zaginięciu Januszka i dostrzegłszy, widać, w rysach moich coś zbrodniczego, zaproponował mi zająć miejsce Januszka i do-