Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/598

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


XV. Gdy śmierci chłód.

Gdy śmierci chłód dotknie cierpiącéj gliny,
Dokąd się duch ma nieśmiertelny zwrócić,
Gdy ani skon, ni ziemskie dlań dziedziny,
A lichy proch musi za sobą rzucić?
Czy z ciała więź odtąd wyswobodzony
Przez nieba mknie z planety każdéj tokiem?
Czy sobą świat wypełnia nieskończony,
Jak gdyby był dlań wszechwidzącém okiem?
Bez granic, form, — istność wieczyście młoda,
Ukryta nam, lecz sama wszędzie wnika,
Dojrzy i wnet pamięci wszystko poda,
Co ziemia ta i niebios kraj zamyka:
Najsłabszy ślad przeszłości dawno zbiegłéj,
W pamięci mgłach kryjący się gdzieś mrocznie,
Duchowy ten obejmie wzrok rozległy,
Wszystko mu wraz przedstawi się widocznie.
Nim ziemski glob mogło „Stwarzania“ dzieło
Zaludnić — w toń chaosu wzrok ten pada,
W najdalszą głąb, gdzie niebo się poczęło
I kolej zmian rozwoju jego bada.
Co przyszły czas ma zdziałać albo zniszczy,
Wyzywa duch, widokiem się tym poi,
Gaśnie sto słońc, tam runął świat w stos zgliszczy,
A duch wciąż trwa w téj niezmienności swojéj.
Nad miłość, lęk, nienawiść i nadzieje,
Przeczysty on i beznamiętny wzlata:
Jak ziemski rok są dlań stuleci dzieje,
A nakształt mgnień migają jego lata;
Wciąż naprzód! wzwyż! Przez bytów wszech odmęty,
Bez skrzydeł piór unosi się w przestworze,
Bez nazwy treść, pierwiastek nieujęty,
Niepomny już, że śmierć gdzieś istnieć może.

XVI. Widzenie Baltazara.

Baltazar siadł na tronie
Wkoło satrapów tłum:
Lamp tysiąc w sali płonie,
Wre uczty gwar i szum.
Przynoszą złote czary,
Które czcił Judy syn,