Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/597

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Niech trup królewski nie cofnie was wstecz:
Niech w piersiach wroga każdy topi miecz!
Ty, który nosisz mój puklerz a łuk,
Gdyby me hufy z pola pognał wróg,
U stóp twych złóż mię niosąc krwawy cios!
Dla innych bojaźń — Saul przyjmie los.
Zegnajcie wszyscy, lecz ty przy mnie stój,
Najmilszy z synów, dziedzicu ty mój!
Świetnym dyadem, potężnym jest tron,
A gdy dziś legniem — królewski to zgon!

XIV. „Wszystko jest marnością, mówi kaznodzieja“.

Syt byłem władzy, mądrości, chwały,
Miłości, lat młodych, siły;
W czasach mych wszelkie wina kraśniały,
Wdzięki pieszczotą darzyły:
Serce me grzały ócz pięknych zorze,
Duch miękł w rozkoszy weselnéj;
Posiadłem wszystko, co świat dać może,
Czego pożądać śmiertelny.

∗             ∗

I oto szukam dnia w méj pamięci
Z téj życia wędrówki długiéj,
Czy mię choć jeden szczęściem nie nęci,
Bym go chciał przeżyć raz drugi?
Lecz gdzież dzień taki, godzina, w któréj
Rozkoszy gorycz nie zmącą?
Każdy szmat świetnéj królów purpury
Żółć zbryzgać musi gryząca.

∗             ∗

Sztuka, czar zaklęć polową żmiję
Z szkodliwych jadów rozbroi,
Lecz węża, co nam serce obwije,
Jakież zaklęcie ukoi?
Słowa mądrości przebrzmią bez śladu,
Melodja śpiewna nie wzruszy,
I wiecznie będzie czuć żądło gadu,
Kto w swojéj nosi go duszy.