Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/579

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


59.

Wistocie, gdy kto powie — tam był świat zmieszany
To znaczy, iż prócz ciebie, mój panie kochany,
Prócz mnie, moich przyjaciół i czterdziestu osób,
Które powitać mogę w poufały sposób,
Byli tam ulicznicy, hołota, ladaco,
Na których ledwie rzucą pogardliwe oko
Owi wielcy panowie, zrodzeni wysoko,
Nazwani pięknym światem, chociaż nie wiem za co

60.

Tak idą rzeczy w Anglji, lub szły takim torem,
Gdy dandowie dobrego tonu byli wzorem,
Dziś tamtych orginałów inni zastępują,
Tych znowu, nim przeminą, wszyscy naśladują.
Niestety! jakże nagle czas swym szybkim wozem
Zmienia mody, traktuje i z niemi ulata,
Ach! tu wszystko niestałe! tu wielkości świata
Upadają miłością, wojną, nawet mrozem.

61.

Lodowatém swém berłem wielki Bóg północy,
Zwalczył Napoleona, tego syna mocy.
Wstrzymany żywiołami, jak ów ziemskie lice
Całujący wieloryb, wyrzucony z wody,
Lub jak uczeń błądzący w nowéj gramatyce,
Zdobywca miał przynajmniéj niejakie powody,
Wątpić o podobieństwie takiego zdarzenia.
Lecz losu nie śmiém ganić, bo im dłużéj myślę,
Tém się mocniéj maluje w zdziwionym umyśle,
Wielka i niepojęta siła przeznaczenia.

62.

Ona stwarza obecne, przeszłe, przyszłe wieki,
Daje los na loterją i sprawia wesele,
W miłostkach lub małżeństwie. — I choć z jéj opieki
Po dziś dzień nie zebrałem jeszcze darów wiele,
Jednak gardzić jéj łaską wcale się nie godzi.
Nie skończyliśmy jeszcze z sobą obrachunków,
A za tyle mych nieszczęść i tyle frasunków
Ciekawym, czém mnie ona późniéj wynagrodzi —