Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/578

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


55.

Nasi dwaj kochankowie byli jeszcze młodzi!
Ach! bo i czémże miłość bez młodzieńczéj siły!
Czém młodość bez miłości — ona ją obwodzi
Tęczą uciech i stroi w jakiś powab miły,
Udziela mocy, prawdy, duszy — tak, iż trzeba
Poczytać jéj przymioty za święty dar nieba.
Lecz z wiekiem coraz słabszym płomieniem się pali,
Bo miłość w szczupłéj bardzo mieści się granicy
Owych przedmiotów, których czas nie doskonali,
Dlatego warci śmiechu starzy zazdrośnicy!

56.

Byłto właśnie karnawał — a Laura strój nowy
Gotowała — jak zwykło u Anglików bywać,
Gdy kto idzie do Boehma na wieczór maskowy,
Aby tam figurować lub się przypatrywać.
Między Włoch zapustami a balem u Boema,
Prócz téj tylko różnicy, innéj wcale nie ma,
Iż drugi trwa noc jednę, a w Wenecji maski
Sześć niedziel po ulicach wyprawiają wrzaski.

57.

Powiedziałem, że Laura po krótkiéj toalecie,
Gasiła najpiękniejsze kobiéty na świecie;
Była świeża, jak anioł nowo malowany
Na drzwiach szynku — lub jako napis wyzłacany
Sklepu — z wierzchu powity w angielskie papiery,
Aby kurzem nie zaszły błyszczące litery.

58.

Do Ridotto pan hrabia z Laurą przybywają.
Jestto sala, gdzie tańczą i gdzie wieczerzają,
I po wieczerzy znowu tańczyć zaczynają.
Kto wie, czyliby imię maskowego balu
Nie było stosowniejsze — ale mniejsza o to;
Ta sala zbudowaną jest w kształcie Vauxhalu,
Lecz jest mniejszą, i gości nie rozpędzi słotą,
Tam świat zmieszany — przez co kawalerzy modni
Mówią, że tam są ludzie uwagi niegodni.