Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/567

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


11.

Śliczne są Wenecjanki — czarne mają oczy,
Brwi w wązki łuk śmigają, a pociąg uroczy
I słodycz, jaką widać w dawnych rzeźbach Greków,
Tak źle naśladowanych od współczesnych wieków,
W ich się twarzach i kształtnysh postaciach jednoczy.
Gdy je ujrzysz oparte o balkonów slupy,
Weźmiesz je za cudowne Wenery Tycyana,
(Z nich w Florencji najlepiéj jest wymalowana)
Lub za osoby sławnéj Giorgiona grupy.

12.

Farby tego obrazu są prawdziwe, cudne,
A choć sale Manfrynów w arcydzieła ludne,
Ja go wolę nad inne, chociaż wyobraża
Tylko synaczka, żonę i twórcę malarza.
Ale jaka, o Boże! jaka śliczna żona!
Ach to miłość żyjąca, to miłość wcielona!

13.

W saméj sile młodzieńczéj to miłość żyjąca!
Nie utwór wyobraźni, nie piękność bijąca
Powabami znanemi z imienia samego,
Lecz coś jeszcze wyższego, coś tak istotnego,
Iż się zdaje natychmiast z pierwszego pozoru,
Że malarz musiał ująć podobieństwo wzoru.
By ją tylko posiadać, każdyby z ochotą
Oddał wszystkie na świecie brylanty i złoto.
Samo złodziejstwo nawet stałoby się cnotą,
Jeśli dla niéj spełnione — jéj cudne wejrzenie
Obudza w twojéj piersi jakieś przypomnienie;
Zdaje ci się, żeś widział podobne oblicze!
Tak — tyś je widział kiedyś — lecz je tajemnicze
Mgły na wieki zasnuły — zostało wspomnienie!

14.

W młodości, kiedy oko za pięknością ginie,
Nieraz przed nami postać powiewna przepłynie,
Boskość, która chwileczkę błyska i wnet kona.
A nasza wyobraźnia żywa, rozogniona,
Stroi ją w młodość, wdzięki, i nazawsze traci,
Nie znając obyczajów, ni życia postaci.