Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/565

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.



1.

Wszakto w ostatni wtorek i w zapust tygodnie
Na całym świecie hulać i cieszyć się modnie;
I każdy się gotuje do postnéj pokuty,
Przez pijatykę, tańce, bale i reduty.

2.

Najciemniejsza noc sprzyja rozkoszom — gdy cienie
Powloką czarnym płaszczem niebieskie sklepienie,
Płynie czas dla kochanka słodszy niż dla męża,
Bo wstyd dzienne zapory łamie i zwycięża,
I śmiga lekką stopą pustota wesoła;
Z nią śmiejąc się, żartują grzeczne fanfarony,
W powietrzu się unoszą piosenki dokoła,
Słychać krzyki, szemranie, czasem głos pieszczony,
Lub hiszpańskiéj gitary harmonijne tony.

3.

Snują się tam bogate lecz dziwaczne mody,
Ujrzysz tam wszystkie wieki i wszystkie narody,
Turcy, żydzi, pajace, lub zręczni cyganie,
Czechy, Persy, Bramini, Grecy i Rzymianie.
A w tym wielkim pokoleń i narodów zbiorze,
Na jednym stroju zbywa — na księżym ubiorze.

5.

Lecz szanuj przyzwoitość, a wszelkie ci stroje
Wolno przybrać: weź szubę, czapkę lub zawoje,
Włóż ubiory sensackie, przebierz się jak dziecię
W kostiumy przedawane w Rag-fair, w Monmouthstrecie;