Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/554

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Oglądał wszystkie framugi i ganki,
I każdy kącik nowego mieszkania;
Lecz nie dość na tém — troskliwość dziewczyny
I o osłodzie pomyślała losu:
Tu na posłanie leżą maty z trzciny,
Do jadła świeże orzechy kokosu,
Owoc chlebowy i jamu korzonki;
A od wilgoci, żeby chronić członki
Olej sandału, tudzież gnatu ziele:
Tu liść platanu obrusem się ściele,
Tu żółw, co mieści przysmaki w swéj skrzyni,
Własną skorupą służy za talerze,
Tu słodka woda w wydrążonéj dyni,
Tu i z ogrodu banany są świeże;
Przyczém wiązanka łuczywa w zapasie.
A ona sama, jak noc w swojéj krasie,
Jemu mieszkanie w tym świecie podziemnym,
Czyni wesołém, słodkiém i przyjemném.
Odkąd przybyli prześladowcy biali,
I że ucieczka nawet nie ocali
Przed zemstą ziomków; wtedy dach ochrończy
Przygotowała dla swego kochanka,
I odtąd tutaj płynęła co ranka,
Tutaj każdego wracała wieczoru,
Znosząc owoce ze sadu i boru,
A teraz przed nim swe skarby rozkrywa,
Wysep miłości dziewczyna szczęśliwa!

IX.

A gdy wdzięcznością Torkwil się rozczula,
Ona go ściska — do serca przytula,
I prawi dawną powieść o miłości!
Bo miłość wiekiem wyrówna wieczności...
Lecz choć tak dawna, dotąd nie zużyta,
Bo w każdém sercu nanowo rozkwita.
A Neuha prawi, jak raz rycerz młody,
A będzie temu już tysiąc miesięcy,
Na łówkę żółwi szedł nurka do wody,
I goniąc swojéj zdobyczy zwierzęcéj,
Odkrył jaskinię, co im dziś schronieniem;
Jak potém z drugiém wojował plemieniem,