Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/541

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


„To być nie może! Próżne przywidzenia!
Na morzu żagli nie widać i cienia.“
„Pewnieś go z twego nie mógł widzieć brzegu!
Lecz ja na naszéj nawie nocowałem,
I sam z naszego pokładu widziałem,
Jak się po fali w szybkim toczył biegu.“ —
„Nim słońce zaszło, czy żagli nie zwinął?“
„Nie — nim wiatr ustał, prosto ku nam płynął.“
„Jaką miał flagę? — „Nie mając lunety,
Nie mogłem z mojéj dojrzéć jéj wedety,
Lecz mi ten okręt bardzo podejrzany.“ —
Zbrojny? — „Zapewne, przeciw nam wysłany,
Czas nam do żagli!“ — „Nie! ktobądź nas ściga,
Dusza się moja przed ucieczką wzdryga,
Walczmy jak męże, póki życia stanie!“ —
„Tak! rzecze Bunting, i to moje zdanie!
Chrystjan wie o tém?“ — „Wie, o walce myśli,
Strzedz obowiązku kazał jak najściśléj,
Czyścimy bronie, ciebie nam brakuje.“ —
„Och! lecę do was! zapał w duszy czuję!
Jażbym miał braci opuszczać nikczemnie,
I dać wam walczyć i ginąć bezemnie?
Czemuż, o! Neuho moja, piękna, tkliwa!
Losów mych fala i ciebie porywa?!
Och! tylko teraz w rozstania katuszy
Nie chciéj twym płaczem rozbrajać mi duszy!
Cobądź nastąpi, i w każdéj potrzebie,
Ja będę twoim! twoim tu i w niebie!“ —
„Dobrze! rzekł Bunting, walny majtek z ciebie!“