Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/534

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Uczucia wspólność; już synowie burzy
Znachodzą piękność w ich ciemnéj postaci,
Tamtym się bladość podoba ich lica...
W krajach bez śniegu białością zachwyca.
Łowy, gonitwy, mieszkańców gościnność,
Która w dom własny wszystkie zmienia strzechy,
Nocny spoczynek i dzienne uciechy,
Sieci rybackie i czółenek zwinność,
Niedościgniony pośród morskiéj jazdy,
Gdzie z fal błękitu świecą wysep gwiazdy,
Palma, najwyższa tych gajów Dryada,
Karmiąca Bacha u swojego łona,
(Orzeł tak chyżo gniazda nie zakłada,
Jak jéj wierzchołka winnica zielona)
Korzenie jamu i orzech kokosu,
Co czarą, mlekiem i ziarnem jest razem,
Chlebowe drzewo, nieżętego kłosu
Plon nieposiany, w ziemi, co żelazem
Oracz nie kraje, bez pieca, piekarza,
Hojnym owocem zbieracza obdarza,
I głód na zawsze od tych miejsc oddala;
Co las udziela, co użycza fala,
Luba samotność, rozkosz towarzyska,
Ludzie szczęśliwi, chociaż mniéj rozumni,
Tak ich do tego przykuli siedliska,
Że już się z niemi zbratali ci dumni;
I tyle na nich sprawił wdzięk natury,
Że ułagodził i syna kultury.

XII.

Tu, choć par wiele wije sobie gniazdo,
Neuha i Torkwil najpiękniejszą byli!
Wysep mieszkańce, chociaż się rodzili
Zdala od siebie, lecz pod jedną gwiazdą,
Morzu przyjazną, oboje karmiła
Jednych widoków czarująca siła.
A mimo losu późniejszych wydarzeń,
Serce wciąż wraca do najrańszych wrażeń,
Kto patrzał z młodu na gór sine szczyty
Każdéj się skały widokiem rozczuli.
Uściskiem duszy jéj twarde granity,
Jak przyjaciela do serca przytuli.