Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/530

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Niezwyciężonéj broni Normandczyka;
I takie pieśni w każdym są narodzie,
Tam gdzie miecz obcych nie zaniósł tyranów,
Ani oświaty, ani téż kajdanów..
Wszakże i naszych poetów potęga,
Gdy serca wzruszy, już wyżéj nie sięga.

VI.

Takie tam słodkie, nieuczone pienie
Przerywa niebios rozkoszne milczenie,
Luby spoczynek przedwieczornéj chwili,
Gdy letnie słońce z południa się chyli,
Każdy krzew kwitnie, wonieje powietrze,
I każda palmy gałązka się chwieje,
I fala w cichym kołysze się wietrze,
I do skalistéj groty chłód swój wieje,
Gdzie dźwięcznych pieśni nadobna królowa
Z obcym młodzieńcem przed skwarem się chowa.
Ucząc się błogich kochania katuszy,
Któremi serca najsilniéj pałają,
Co jeszcze końca miłości nie znają,
I tak się cieszą nowym ogniem w duszy,
Jak męczennicy swym ofiarnym stosem;
I zachwyceniem takiém się unoszą,
Że śmierć im życia największą rozkoszą,
Szukają śmierci, to téż śmierć ich losem.
Bo nad te cudne wybuchy serdeczne
Nic niémasz w życiu, ani nawet w myśli,
Ni we śnie nawet, gdy nam nieba kréśli,
Nic nad miłości zachwycenie wieczne!

VII.

Tam w grocie dziewczę siedzi na murawie,
Wzrostem kobieta, wiekiem dziecko prawie,
Jak to w tych zimnych krajach się nazywa,
Gdzie nic prócz zbrodni rychło nie dojrzewa.
Młodziuchna córka młodzieńczego świata,
Urocza, wrząca, dojrzała nad lata,
Ciemna jak nocne niebo od gwiazd lśniące,
Lub jak jaskinie kruszcami iskrzące.
W oczach czar jakiś niewypowiedziany...
Piękna, jak Wenus, kiedy wyszła z piany!