Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/526

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Chyżo po fali — daléj! daléj! daléj!
Do lubych brzegów! Znów będą witali
Kraj, gdzie praw niéma, a gdzie rządzi zgoda,
Gdzie tych zuchwałych przynęca przyroda,
Wabi kobieta, przyroda bogini;
Gdzie prócz sumienia nikt ich nie obwini,
Gdzie wszyscy dzierżą równe części ziemi,
Gdzie chleb, jak owoc na drzewie się plemi,
Gdzie niéma spora o las, pola, rzeki,
I gdzie bez złota, złote kwitły wieki,
Nim Europejczyk od północy śniegów
Z darem kultury przybył do tych brzegów,
I obyczaje dzikie ich uprawił,
I w spadku swoje zbrodnie im zostawił.
Precz z tym widokiem! Nam dzisiaj potrzeba
Znać ich takiemi, jacy przedtém byli.
„Do Otahajty!“ bije okrzyk w nieba;
Ślizga się okręt i właśnie w téj chwili
Wiatr się podnosi, żagle wprzód zwieszone,
Już się jak luki wzdęły naciągnione,
I przy fal szumie i przy majtków gwarze,
Okręt jak strzała sine pruje tonie;
Tak niegdyś Argos po dziewiczém łonie
Euksynu snuł się, lecz jego żeglarze
Wstecz ku rodzinnéj poglądali stronie...
Ci od ojczyzny stronią swoją jazdą,
Jak kruk Noego, gdy wyleciał z arki,
A jednak dzielić chcą z gołębiem gniazdo,
W jarzmo miłości dumne zgiąwszy karki.