Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/487

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Tchnienie zastygłe, które już nie żyło,
A przecież jeszcze i śmiercią nie było,
Jakieś stężałéj gnuśności przestworze,
Nieme — bezkresne — i umarłe morze.

X.

Naglem się z mego snu myśli przecucił;
Ptaszek wśród mego zaśpiewał więzienia,
I znowu ucichł i znowu zanucił
Słodkie, czarowne wywodzący pienia.
Podniosłem oczy i mile zdumiony
Wzrok mój na wszystkie rozsyłałem strony,
I tak te lube uniosły mię dźwięki,
Że nawet mojéj zapomniałem męki.
Lecz zmysły moje, wracając stopniowo,
W zwykłą się sferę ściągnęły na nowo,
I znów widziałem, jak loch mój ponury
Zwolna czarnemi zamykał mię mury,
I znów się światło błędnego promienia
Snuło — czołgało po ziemi więzienia.
Ptak się ten wsunął przez szczelinę muru,
I siadł nad brzegiem téj strasznéj głębiny,
Miał on skrzydełka ślicznego lazuru,
A mniéj był trwożnym od leśnéj ptaszyny,
Tysiąc on uczuć w swém pieniu wylewał,
I jak się zdało wszystkie dla mnie śpiewał;
Nigdym nie widział ptaszyny podobnéj,
Nigdy nie ujrzę tak wdzięcznéj, nadobnéj.
Zdala się smucić po jakiejś utracie,
Przeciéż spokojniéj niźli ja po bracie.
Przyszła mnie kochać, kiedy już nie było
Żadnego serca, coby dla mnie biło.
Śpiew jéj tak mile do duszy się wciskał,
Żem przez nią myśli i czucie odzyskał.
Przybyłaż ona z lasów, gór, lub pola,
Czy téż z swéj klatki w moję otchłań ciemną?
Uroczy ptaszku, znając, co niewola,
Nie byłbym żądał, byś się więził ze mną.
I myśl mi przyszła — że w tym wdzięcznym stroju
Przybył on z krain wiecznego pokoju...
Grzeszném zapewne było to dumanie,
Jam się rozpłakał i uśmiechnął na nie,