Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


LXXVII.

Wraca się znowu!... Nic tu grot i dzida,
Nic z udręczenia rozhukane konie!
Siła i oręż na nic się nie przyda,
Choć wytężone siły tu i bronie.
Koń jeden — trupem zmiażdżonym na stronie,
Drugi rozdartą — zgrozo! — piersią rzęży:
Gaśnie dech życia w zakrwawionym łonie,
On ciało skłute, chwiejąc się, wytęży:
By unieść swego pana, tak się w górę pręży.

LXXVIII.

Zwyciężon, we krwi, bez tchu, oszalały,
Byk w samym środku stanie znów, jak wryty,
Mając ran pełno, gotów, dzid kawały,
Wśród osłabionéj w boju wrogów świty.
Wtém matadorzy czerwony, rozwity
Płaszcz mu pokażą i miecz niecierpliwy,
I zwierz, jak piorun skoczy w tłum ich zbity —
Darmo!... płaszcz z ręki wymknął się zdradliwy
I oczy skrył... byk w piasku... i skończone dziwy...

LXXIX.

Tam, gdzie potężny kark dotyka krzyży,
Strasznego miecza rękojeść wyziera;
Byk stanie, zadrgnie, lecz grzbietu nie zniży.
Okrzyk tryumfu wokół cyrk rozpiera:
Zwierz pada zwolna, bez jęku umiera...
I wóz nadjechał, przybran w krasy szumne,
A na nim cielsko — zgrai radość szczera —
Spoczęło w górze; cztery konie dumne
Pognały z czarną masą między roje tłumne.

LXXX.

Hiszpańskie dziewki, hiszpańskie młodzieńce
Taki rozpala ciągle sport katowski,
Serca krwią karmiąc, zmienia w zemsty jeńce,
Zimno patrzące na bliźniego troski.
Prywatne swary w krwi nurzają wioski!
Na wroga lud dziś popłynął obficie,
Lecz ilu siedzi w zagrodzie ojcowskiéj,
Na przyjaciela snując plany skrycie:
Dla błahéj gdzieś urazy w krwi ma zginąć życie!