Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/444

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Słyszy ich wreszcie kroki stąpające,
Ciężko i zgodnie po brukach tętniące.
Pod samym murem tłuszcza psów zgłodniała
Szarpie ostatki leżącego ciała,
Dławi się, juszy, wżarta i zaciekła,
Zbyt zatrudniona, by na niego szczekła.
Jak kiedy figę obłuszczamy wkoło,
Tak muzułmańskie obdzierają czoło.
Ślizga się, skrzypi, bielsza od kłów białych,
Czaszka w paszczękach już wiekiem stępiałych,[1]
Twarde, oporne z mrukiem gryząc kości,
Ledwie że mogą wznieść się od sytości.
Taką to na ich ucztę sprosną, krwawą,
Bój zeszło-nocny obdarzył je strawą.
Alp z różnobarwnych szalów i turbanów
Najtęższych swoich poznał muzułmanów,
Poznał ich równie z tych głów wygolonych,
I z ich czerepów długich i zwieszonych.[2]
Liczne psy sprośnie szarpią ich głowami,
Owikłanemi w włosy drąc je kłami,
A tam, gdzie w dali morze brzeg ów myje,
Gniewny sęp wilka ciężkiém skrzydłem bije,
Co do ciał ludzkich skradał się zgłodniały,
Lecz kiedy od nich psy go odegnały,
Dopadł rumaka ległego na piasku,
I drze wśród kruków i kłucia i wrzasku.

XVII.

Z odrazą oczy Alp odwraca swoje,
Nigdy nim krwawe tak nie wstrzęsły boje,
Wolałby patrzyć na rannych tysiące,
W własnéj gorącéj jeszcze krwi leżące.
Jak ich ból dręczy i wnętrzny żar pali,
Niż na tych, którzy już cierpieć przestali.
Jakąbądź śmiercią człowiek w boju ginie,
Jest pewna duma w téj strasznéj godzinie.
Honor nad jego męstwem się unosi
I sława imię ginącego głosi.
Lecz kiedy wszystko już przeminie z zgonem,
Jakże się z czołem patrzym poniżonem,

  1. „Byłem — mówi Byron — świadkiem podobnego zupełnie widowiska w Konstantynopolu pod murami seraju, w grotach wydrążonych w skale przez wody Bosforu“.
    Hobhouse w podróżach swoich toż samo opowiada.
  2. Długi ten kutas włosów na to jest zostawiony na głowie każdego Turka aby, podług jego zabobonnéj wiary, prorok mógł go schwycić za niego i unieść do raju.