Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


XLV.

Szybko samotną drogą Harold zwrócił,
Gdzie radość wolną ogarnia Sevillę,[1]
I na tę zdobycz żądzę zbój zarzucił!
Płomienną stopą wkroczy w nią za chwilę
I białe gmachy skąpie w czarnym pyle!
Los niewstrzymany! bo próżna robota
Iść przeciw głodnéj spustoszenia sile;
Stałyby Tyru i Iljonu wrota
I zbój nie byłby panem, lecz zwycięscą cnota.

XLVI.

Lecz nieświadomy losu, co go czeka,
Kto żyw tu śpiewa, tańczy i ucztuje;
W przedziwnych pląsach leci czasu rzeka,
I nikt ojczyzny krwawych ran nie czuje;
Nie surma wojny, miłość dźwięki snuje,
Błazeństwo zgina swych kapłanów szyje,
Do nowych harców rozpusta zwołuje
Stołecznych zbrodni cichą kompaniję,
U chwiejnych murów słodki występek się wije.

XLVII.

Inaczéj wieśniak... Obok drżącéj żony
Ciężkiego oka podnieść nie ma siły,
Aby nie ujrzéć winnicy spalonéj,
Niw, które dymy wojenne pokryły!
Z wieczorną gwiazdą i fandango miły
Już nie wiruje z kastanietem w dłoni.
Poznawszy, władco, czar, przez ciebie zgniły,
Nie dręczyłbyś się za chwałą w pogoni,
Zmilkłby bęben, człek spokój miałby dla swéj skroni.

XLVIII.

Jakąż pieśń dzisiaj mulnik ma zanucić?
Wysławiać miłość, rycerskość i Boga,
Jak ongi czynił, by wędrówkę skrócić,
A dźwiękiem dzwonków rozbrzmiewała droga?
„Viva el Rey“ dziś śpiewa, wraz złowroga[2]
Sypie się klątwa: „Niech Godoy przepada
I dudek Karol i chwila, w ból mnoga,
Gdy z czarnookim królowa zasiada,
A z grzesznych wstaje objęć krwawolica zdrada!“

  1. „W Sewilli mieszkaliśmy w domu dwóch niezamożnych dam hiszpańskich, kobiet z charakterem, z których starsza była piękną, młodsza zaś milutką. Swoboda obyczajów, panująca tutaj powszechnie, nieco mnie uderzyła, w ciągu dalszych obserwacyj spostrzegłem, że powściągliwość nie jest znamienną cechą nadobnych Hiszpanek. Starsza zaszczycała Twego niegodnego syna iście niezwykłemi względami; na odjezdnem (byłem tutaj trzy dni tylko) uścisnęła go z wielką czułością, poczém odciąwszy mu kosmyk włosów, dała mu w zamian pęk swoich, jakie trzy stopy długich; posyłam ci je i proszę, schowaj mi je aż do mego powrotu. Ostatnie jéj słowa były: „Adios, tu hermoso! me gusto mucho!“ „Bądź zdrów, luby towarzyszu: bardzo mi się podobałeś!“ Byron w liście do matki w sierpniu 1809.
  2. „Viva el Rey Fernando! Niech żyje król Ferdynand“ jest zakończeniem prawie wszystkich patryotycznych pieśni hiszpańskich. Zwrócone są one głównie przeciw staremu królowi Karolowi, przeciw królowéj i książętom pokoju. Słyszałem z nich niejedne: melodye niektórych są prześliczne. Don Manuel Godoy „Książę Pokoju“, ze staréj lecz podupadłéj pochodzący rodziny, urodził się w Badajoz, na granicy portugalskiéj, i służył pierwotnie w szeregach gwardyi hiszpańskiéj, dopóki nie zwróciła na niego oczu królowa i nie wyniosła go do godności księcia Alkudyi etc. etc. Jemu to właśnie przypisują Hiszpanie upadek swéj ojczyzny. B.