Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


XLI.

Trzy wojska śpieszą złożyć swe ofiary,
W trzech się językach dziwne pną błagania,
Trzy w zblakłém niebie topią się sztandary,
Ich hasła: Francja, Albjon i Hiszpanja!
Wróg i ofiara — każde tego zdania,
Że walkę toczy za wszystkich! Daremnie!
Jakby nie mogli w domu miéć konania,
Pod Talawerą paść chcą kruków ciemnie,
Użyźnić grunt, ich chciwość łechcący przyjemnie.

XLII.

Zgniją! ambicji głupcy honorowi!
Honor nad niemi darnią wzrastać będzie!
Czcze mędrkowanie! kruchém tyranowi
Byli narzędziem, on rzucił narzędzie,
Gdy swoję drogę wybił w dzikim pędzie
Sercmi ludzkiemi — dla tych snów, co gasną!
Bo czyż despota wieczny tron zasiędzie?
Czyż choć garść ziemi nazwie swoją własną,
Prócz téj, gdzie kości jego na proch się roztrząsną?!

XLIII.

O Albuero! sławne bolu smugi!
Gdy Czajld tu spinał konia w swéj podróży,
Mógłże przewidzieć, że w chwili niedługiéj
Pycha walczących łan twój w krwi zanurzy?!
Pokéj poległym! niech ich cześć przedłuży
W dal łza tryumfu i towarzysz boju!
Dopóki innych inny wódz nie zdurzy,
Imię twe, głośne śród ciekawych roju,
W przelotnéj, lichéj pieśni nie zazna spokoju.

XLIV.

Lecz dość już wojny kochanków! Niech wiodą
Grę swą o życie, tracą dech dla sławy!
Sława ich kościom odda-ż siłę młodą,
Choć dla jednego padnie tysiąc krwawy?!...
Lecz nie wstrzymujmy szlachetnéj wyprawy,
Tych, co ojczyźnie śmierć swą niosą w darze!
Dla żywych były może hańb obawy,
Może w domowym zginęliby swarze
Lub szli rozboju torem, najniżsi zbrodniarze.