Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/379

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Żona korsarza! samym go wyprawić!...
Czémże ta pani ma się w domu bawić?
„Nie marszcz brwi! nie czas gniewać się za słowo,
Gdy miecz na włosie wisi nad twą głową.
Jeśli chcesz działać — jeśliś działać zdolny,
Masz, weź ten sztylet — pójdź, a będziesz wolny!“
— „Mam iść? — zaprawdę, w brzęczących okowach
Piękniebym stąpał po ich sennych głowach!
Patrz! zapomniałaś widzę o mym stroju.
A z tém narzędziem cóżbym zrobił w boju?“
— „Nieufny człeku! — przekupiłam straże;
Chciwe zapłaty, uczynią, co każę.
Dość wyrzec słowo, a więzy twe spadną.
Myślisz, że sama przyjść tu mogłam snadno?
Czas choć był krótki, użyłam go godnie.
Na twój ratunek — choć może na zbrodnię.
Zbrodnię? — nie! — nigdy zbrodnią się nie wyda
Śmierć prześladowcy. — Pójdź, zabij Seida!
„Cóż to? tyś zadrżał? — skąd ci ta obawa?
Jam téż nie była ni dzika, ni krwawa,
Aż on sam jadem zatruł moje duszę!
Skrzywdził mię, zelżył — pomszczoną być muszę.
Obwinił o to, czém dotąd gardziłam,
Tak, choć pod strażą, ja mu wierną byłam.
Śmiej się! ty możesz — on nie miał przyczyny,
Nie! — jam się jeszcze nie czuła do winy.
Chciałam cię zbawić, krwiąbym okupiła,
Lecz nie wiedziałam, że to miłość była.
On to rzekł pierwszy — zawistny szyderca!
Sam on myśl zdrady wrzucił mi do serca.
Jam nie kochała jego, lecz nikogo
Kochać nie śmiałam. — Kupił mię — zbyt drogo,
Bo niekupione serce biło we mnie.
Znosiłam jednak — aż mi sam nikczemnie
Urągać, wmawiać nie zaczął zamiaru,
Żem chciała z tobą ujść podczas pożaru.
To fałsz, wiesz dobrze; — lecz wróżby zawiści
Skrzywdzone serce prędzéj — późniéj ziści.
„Nie sądź, że dla mnie spóźnił twe męczarnie,
Nie! — prosić nawet nie mogłam bezkarnie.
Na to on tylko czas téj zwłoki łożył,
By tobie cierpień, mnie żalu przymnożył.