Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


XV.

„Czyn raz spełniony — i władza Paswana
Zachwiana z gruntu, choć niepokonana:
Urząd, paszalik, i skarby Abdalli,
Mordercy brata, jak bratu oddali!...
„Nie wiész, co w naszym Dywanie niecnota
Dokaże mocą intrygi i złota!
Wprawdzie zbyt drogo tę łaskę opłacił:
Rozsypał wszystko, czém go mord zbogacił,
Ale wnet umiał odzyskać, co stracił!
Jak? — spytasz może! — Patrz na te pustynie,
Patrz na te ludy konające z nędzy!
Z krwi, z łez ich tyran ładuje w swe skrzynie
Stosy klejnotów i wory pieniędzy!
Ale dlaczego mnie życie ocalił?
Czemu nie wygnał? z ócz swych nie oddalił?...
Nie wiém — i nawet zgadywać daremnie.
Może zgryzota dręcząca tajemnie,
Może nadzieja przebaczenia winie,
Gdy krzywdę ojca poprawi na synie,
I wzięte jemu, mnie wróci bogactwa,
Może cel jaki, lub powód dziwactwa,
Złączone z małém ważeniem méj siły,
Uśpiły bojaźń, i mnie ocaliły:
Nie wiém. Lecz przyszedł dzień zdawna żądany,
Że nas łączące czas zerwać kajdany!
Mściciela we mnie czuć musi zabójca,
I ja nie mogę przebaczyć krwi ojca!

XVI.

„W pałacu jego, śród haremu progów,
Z między tych nawet, z któremi chleb łamie,
Znam wielu tajnych Giaffira wrogów:
Mógłbym do zemsty uzbroić ich ramię.
Dość, bym rzekł słowo, i ród mój powierzył,
Każdyby mieczem lub nożem uderzył.
Lecz Harun dotąd jeden wié, lub wiedział
Tę tajemnicę; — on mi ją powiedział —