Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/316

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie dość — o prawdzie słów swoich przekonał.
Z młodu w pałacu Abdalli sprawował
Ten co tu urząd. Harun mię wychował,
Kochał Addallę — widział go, gdy konał!
Lecz cóż mógł biedny niewolnik poradzić?
Zemścić się pana? — czyn już był spełniony.
Czy mnie ocalić, chronić i prowadzić?
Wybrał ostatnie; — i gdy otoczony
Niewolnikami, którzy przed nim drżeli,
Lub pochlebcami, co łask jego chcieli,
Giaffir łupy rozdzielał zbrodnicze;
Przyniósł mię dzieckiem przed jego oblicze.
I nie napróżno znać, że się domagał
Łaski, o którą na kolanach błagał.
Przysięgą tylko związał się wzajemną,
Kryć mnie przed światem, i ród mój przedemną.

„Wkrótce Giaffir paszalik swój zmienił,
I z Rumelji, z nad brzegów Dunaju,
Gdy ją swém zdzierstwem wyssał i wyplenił,
Jak sęp przeleciał do świeżego kraju,
Tu, gdzie jesteśmy, w ten ogród rozkoszy,
Co go dziś własny lud klnie, on pustoszy!
Sam Harun, z dawnéj niewolników zgrai,
Przybył z nim tutaj — zyskał ufność pana:
Widząc, jak święcie tajemnicę tai,
Przestał się lękać, że mu była znana.
Lecz tajemnica zbrodniarza i zbrodni
Cięży jak łańcuch na sercu człowieka;
By się jéj pozbyć, pory tylko czeka.
Skorom wzrósł, Harun uwolnił się od niéj.
Tak Allah nieraz zbrodniarzom udziela
Sług, wykonawców — nigdy przyjaciela.

XVII.

„Com rzekł, Zulejko! dziko razi uszy,
Lecz dzikszą jeszcze być musi ma powieść.
Nie radbym głębiéj rozraniać twéj duszy,
Ale ci muszę szczerości méj dowieść.