Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


LIX.

Żegnam cię, Renie uroczy!... Szczęśliwy,
Jakżeżby chętnie został tu wędrowiec!
Dla dusz złączonych, ty drogie masz niwy,
Dla kontemplacji — samotny manowiec.
Jeśli nie tutaj, sęp, niesyty łowiec,
Gdzież swoję zdobycz, pierś, porzucić zdoła?
Gdzież tak Przyroda się miarkuje, powiedz?
Ona, ni smutna zbyt, ni zbyt wesoła,
Dla ziemi tém, czém jesień jest dla roku zgoła.

LX.

Żegnam raz jeszcze, lecz żegnam daremnie!
Bo czyż tak można żegnać twe przestrzenie?
Każdą twą barwą lśni się dusza we mnie;
A gdy mam rzucić ostatnie spojrzenie,
Choć tak niechętne, na ciebie, mój Renie,
To niechaj płonie w niém dziękczynność prawa:
Są większe kraje, jaśniejsze promienie,
Lecz nigdy oczom tak razem nie stawa
I czar i wdzięk i krasa i dni dawnych sława —

LXI.

Ta prosta wielkość, to kwiecie, brzemienne
Nadzieją sprzętów, te miast białe mury,
Te szumne rzeki, przepaście bezdenne,
Lasy, w nich zamki gotyckiéj struktury;
Skały, jak wieże, pnące się do góry,
Urągające dziełom ludzkiéj dłoni;
Ludzie, jak kraj ten, bez twarzy ponuréj —
Ciżba po brzegach z wesołością goni,
Nie troszcząc się, że państwa padają koło niéj.

LXII.

Lecz Ren już znika... Przyrody nademną
Sterczą pałace, Alpy, śnieżne głowy
Otulające w chmur powłokę ciemną,
Wieczność tu w każdéj jaskini lodowéj,
Na zimnych szczytach, królując, śniegowy
Piorun, lawinę, tworzy i w dół ciska...
Co duchem wstrząsa i rwie mu okowy,
Woła z tych wyżyn: Niebiosów tu blizka
Jest ziemia, a tam ludzi droga jakże nizka!