Strona:Jerzy Liebert - Poezje.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


FRAGMENT


Oto dzieciństwa twego stolica różowa
Jak muszla szeleszcząca w pamięci się chowa:

W tym gmachu, gdzie od słońca dzieli ciebie krata,
Uczyłeś się rachunków i stworzenia świata.
Oto plac, skwer zielony i kościół narożny,
W którym w ranki niedzielne klęczałeś nabożny,
Do Chrystusa słodkiego modląc się z ukrycia,
By umrzeć ci pozwolił w ósmym roku życia.
Wszystkie anioły miały matki twojej oczy,
Z których dziś, coraz częściej widzisz, łza się toczy.

Przez wiadukt, jak przez szkiełko, śledząc dno zielone
Łąk — wiem — zawsze się wzruszasz, gdy patrzysz w tę stronę,
Chodź jedynie prawdziwie drży serce namiętnie
Przed oknem, któreś dawniej mijał obojętnie.
Chłopcem byłeś samotny — i tak już zostanie:
Samotność siostra jedna, a druga — kochanie.