Strona:Jerzy Liebert - Poezje.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zapachną dekoracje wanilją i polną miętą,
O, mała dziewczynko, która w oczach miałaś wiosnę z ptakami rozpiętą.
I ty z dalekiej podróży z wodą kolońską u skroni —
Nie patrzcie w okno — ptaki niebieskie wiatr zgonił.

Jak upiór przyjdzie do was rycerz zapałką spalony
I chudy pajac, co za przyjaciół miał kota czarnego i wrony,
I usta do bolesnych uśmiechów stworzone, nie do kochania,
Nie do pocałunków, od których myśl czerwieni się i słania...
Podniosą powieki śmiercią zamknięte, dwie powieki nieśmiałe
I je z powrotem opuszczą, jak róże, róże czerwone i białe.
Do smutnej pani dziedziczki powróci kochanek w słodkim obłędzie.
Aż skrzydłami o wodę uderzą, wodę siną i modrą, malowane łabędzie.

Wpłynie księżyc do sali balowej i kredką przesunie po oczach