Strona:Jerzy Liebert - Poezje.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


O, wyciągnąć się tutaj, jak strumień nazawsze,
Gnieść łąkę świtem modrym i rosą zachodu, —
Zmęczony jestem, Pani, wszedłem do ogrodu —
Tu kwiaty pachną mocno, więc na kwiaty patrzę.

Milczeli, więc w milczenie ich wchodząc z uporem
Wy, rzekłem jak w kościele zasłuchani Bogiem,
Ciszą i zgodą serca stajecie przed progiem
Pokorą świata mądrzy, nalani wieczorem.

U wrót, chleb macie z solą dla przyjezdnych gości.
Za wrotami strzechę błękitami szytą,
Tu łaska pańska idzie pod nogi jak żyto,
A niepokój jaskółczy pod dachem nie gości.

Przychodzę, pragnąc wiary i niema w tem wstydu —
Powszedniej codzienności  — — — — —
— — — — — — —
— — — — — — —

— — — — — — —
— — — — — — —
— — — — — — —
— — — — — — —