Strona:Jerzy Liebert - Poezje.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


3 CZERWCA

Mirosławowi Liwskiemu

Kiedyż uczujem, przyjacielu, bezgraniczną radość?
Powinieneś się cieszyć: szyby są takie niebieskie,
A po nich białe chmurki biegają jak pieski.

Takie szerokie przestrzenie, ku którym zieleń się podnosi.
(To nic, że ją rdzawą kosą późna jesień skosi).

A ty, panno nieznana, nie zsuwaj białych firanek,
Jakże masz serce odpędzać mój jedyny ranek?

Do mnie już się przekrada złotej sztaby pierwszy
Promień — teraz stanowczo nie mogę pisać wierszy.

Jesteśmy smutni, nie jak ponsowi chłopaczkowie;
Wiesz dlaczego — nam nikt już wieczorem bajki nie opowie.