Strona:Jerzy Liebert - Poezje.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


CZEKANIE


O zmierzchu zawsze wychodzę, przed wrota, przed wierzeje,
I długo czekam. I patrzę długo. Ale tylko niebo sinieje,

I dal się wyogromnia jak zwykle na przedwieczerz.
— Nie ciesz się, — mówią sztachety, — młodziutki, nie ciesz.

Nikt nie przychodzi, a ja czekam i jestem stroskany.
Aż mnie mroki, mroki, uwysmuklą u bramy.

A wówczas skrzypną zardzewione wierzeje
I przygniotą, zaduszą moją modrą, moją nadzieję.