Strona:Jerzy Byron-powieści poetyckie.pdf/353

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Nie budzi żony — ale tak w jej lice

110 
Ostrzem piorunu gniewne wrył źrenice,

Że gdyby nagle roztwarła powieki,
Mrozem-by śmierci ścięły się na wieki.
Światłem wiszącej lampy objaśniona,
Lśni się kroplistym potem skroń Azona,

115 
Kiedy wtem cichszy sen ujmuje żonę...[1]

Nie wie nieszczęsna, że jej dni zliczone!

VIII

I z rannem słońcem Azo śledzi, pyta, —
Lęka się, przecież wieść za wieścią chwyta,
Aż wreszcie wszystko już widzi dowodnie:

120 
Przyszłość mąk swoich i małżonki zbrodnię.

Długie wspólnice przestępstw Paryzyny,[2]
Chcąc przed Azonem oczyścić się z winy,
Na nią zwalają zbrodnię, wstyd i karę.
Wszystko już, wszystko odkryte nareszcie, —

125 
Jasne i zgodne wyznania niewieście

Pełną Azona uzyskały wiarę.
Zaprzestał badań, — dosyć już z tych wieści
Serce i ucho wypiły boleści!

IX

Nie cierpiał zwłoki. W radnych panów gronie

130 
Strażą, rycerstwem, dworem otoczony,

Władca ich berła i dziedzic korony,
Na starożytnym Estów zasiadł tronie.
Stoją przed sądem Hugo, Paryzyna;
Jakże jest piękną — jak oboje młodzi!

  1. w. 115. kiedy wtem — używa Morawski w przekładach kilkakrotnie, zawsze prawie nie w znaczeniu jakiegoś nagłego zdarzenia, ale spokojnego przejścia od jednego wypadku do drugiego, jak np. tutaj, gdzie nie można sobie wyobrazić nagłego przejścia od niespokojnego snu do »cichszego«.
  2. w. 121. długie — długoletnie, przez dłuższy czas będące wspólniczkami.