Strona:Jerzy Byron-powieści poetyckie.pdf/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Widzieć, jak późna, niedołężna skrucha
Z konającego wywołuje ducha
Zbrodnię — i nie chce zbrodniarza rozgrzeszyć,

1070 
Nie może zbawić, a nawet pocieszyć.

»W krainach zimnych i serca są chłodne,
Uczuć prawdziwej miłości niegodne;
W mojem gorącem sercu czucia moje
Wrzały jak w Etnie płomieniste zdroje.

1075 
Nie umiem nucić w żałosnych piosenkach

O lubych więzach i okrutnych wdziękach.
Jeśli krwi burza, oczu błyskawica,
Ust nieme drżenie, mieniące się lica,
Serca katownia i głowy szaleństwo,

1080 
Śmiałość w zamiarach i w spełnieniu męstwo,

Pierś chciwa zemsty, dłoń zbrojna kindżałem,
Wszystko, co czułem i co dokonałem,
Jeśli to znakiem kochania, — kochałem!
Nie wiem, co wzdychać i skargi wywierać;

1085 
Wiem, jak wzajemność zyskać i umierać.

Umrę, lecz pierwej rozkoszy użyłem;
Niech co chce będzie, szczęśliwy już byłem.
Mamże kląć losom? — Jam sprawca mej doli:
Ja chciałem cierpieć, nie zmieniłem woli.

1090 
Dziś wróć mi dawne trudy i rozkosze,

Jam gotów znosić, co zniosłem, co znoszę,
Gotów żyć znowu, jakeśmy z nią żyli,
Gotów na wszystko — prócz śmierci Leili.
Życia mojego żałować nie warto,

1095 
Żałuję życia, które jej wydarto.

Ona śpi, falmi nakryta chłodnemi...
Ach! czemuż grobu nie miała na ziemi!
Czemuż to serce schorzałe nie może
Znaleźć i dzielić jej podziemne łoże?

1100 
Ach! był to anioł życia i światłości!

Widzę go dotąd, w oczach moich gości,