Strona:Jerzy Bandrowski - Szkarłatna róża.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zaś, ujrzawszy nowicjuszy wesołych, beztroskich i zadowolonych z tego, co im zakon daje, pomyślał sobie, iż nic mu po kłopotach, jakie ma wciąż z bogactwem, i najlepiej zrobi, jeśli wstąpi do zakonu. Tak więc jeden biograf mówi o powołaniu od najmłodszych lat, gdy drugi jako motyw podaje rozdrażnienie i żal z powodu strat wynikających z okradzenia.Wynikałoby z tego że jeśli nawet Męciński czuł w sobie nieprzeparte powołanie do służby w zakonie T. J., w każdym razie, pędząc życie świeckie, bardzo się poważnie nad powzięciem kroku nie zastanawiał, aby nie popełnić omyłki, która mogłaby być tragiczną.
Nowicjat trwał, jak zwykle, dwa lata (1621 — 23). Były to lata względnego spokoju, ciszy i skupienia.Młody nowicjusz dużo się uczył, modlił i coraz bardziej odchodził od świata, duchowo spajając się w modłach i rozmyślaniach ze św. Stanisławem Kostką, który w tym samym kolegium nowicjat skończył.
Skłonny do widzeń i zachwytów, młody nowicjusz otrzymał raz znak od Boga. Oto gdy służył pewnego dnia do mszy przed obrazem Matki Boskiej delia Strada, coś go nagle „tknęło“: doznał uczucia niezłomnej pewności, iż modlitwy jego zostaną wysłuchane i otrzyma palmę męczeńską. Głębokie to i niezłomne przeczucie rozpromieniło mu duszę wielką radością i pokorą, jeszcze bardziej