Strona:Jerzy Bandrowski - Szkarłatna róża.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i tak znane, iż rozwodzić się szeroko nad nim nie potrzebujemy. Była oczywiście nader surowa dyscyplina, chłopcy brykać nie mogli, pani Męcińska nigdy nie byłaby na to pozwoliła. Był też „praeceptor“, który uczył początków łaciny i innych nauk, była niezbędna, między innymi, pod kierunkiem koniuszego jazda konna, początki praktyki w gospodarstwie rolnym pod pozorem dozorowania robotników w polu itd. Rodzeństwo niezbyt się kochało, przynajmniej z bratem, Stanisławem, Wojciech miał stale jakieś spory. Prawdopodobnie rzecz polegała na tym, iż Stanisław musiał odziedziczyć po matce charakter dość oschły a sposób myślenia materialistyczny, wprost przeciwnie niż Wojciech, który był usposobienia raczej kontemplacyjnego, o wyraźnie entuzjastycznych skłonnościach, co zresztą potwierdza całe jego życie. Gdy się czyta jego listy o upragnionym męczeństwie, gdy się patrzy, z jak niezmąconą pogodą przyjmuje różne niespodzianki życiowe i z jak równym umysłem znosi przygody, nieraz bardzo przykre, widzi się tę duszę w nabożności swej rozegzaltowaną, skłonną do uniesień i zachwytów, często rozanieloną, a przy tym zawsze bezinteresowną, dobrami ziemskimi gardzącą. A tedy niewątpliwą wydaje mi się rzeczą, iż chłopaczek ten nie mógł być w domu rodzinnym należycie rozumianym, że nie zwracano uwagi na jego wizje i porywy, może