Strona:Jerzy Bandrowski - Sosenka z wydm.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czasami, gdy drogi w powietrzu były równe...
— Co znowu? Jakie drogi w powietrzu?
— Poruszyliśmy sprawę bardzo ważną. Drogi są wszędzie, pod ziemią, na ziemi, w wodzie, pod wodą i w powietrzu — prawda, drogi bardzo różne, rozmaite, ale zawsze drogi. Nawet gwiazdy i słońce mają swoje drogi. Niema bezdroża w wszechświecie. O tem trzeba pamiętać i trzeba zawsze pilnie drogi swej się trzymać, bo jak tylko się z niej zejdzie, padnie się z pewnością w rów, z którego czasem trudno się wydostać. W powietrzu drogi i gościńce bije jaśnie wielmożny pan inżynier Wiatr.
— Ładny budowniczy! Wszak wiadomo, co znaczy „powiedzieć coś na wiatr“!
— To na lądzie, ale na morzu najlepiej temu, kto idzie z wiatrem. Niema większego odeń potentata. On to tworzy prądy powietrzne, a zarazem prądy wodne. Drogami powietrznemi płynie ptactwo, wodnemi ryba, którą ptak się żywi. Gdyby było inaczej, ptak nie wiedziałby, gdzie szukać pożywienia, a do tego nie chciał dopuścić Stwórca, żywiący wszelkie stworzenie. Tedy, gdy drogi powietrzne były dobre, Mjewa przelatywała przez całe Małe Morze na półwysep i wzlatywała na ulubioną sobie sosnę, rosnącą na wierzchołku góry, zwanej Uswi-