Strona:Jerzy Bandrowski - Sosenka z wydm.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ku-ku!
I z za pnia wychyliła się młodociana, różowa twarzyczka o fiołkowych oczach i długich, rozwianych złotych włosach.
— Ku-ku! Ku-ku! — odezwała się znowu.
Rozbawiony i zachwycony poczta skoczył w las i podbiegł ku drzewu. Ale w tej chwili od pnia oderwało się drobne, prześliczne zjawisko w długiej, luźnej szacie błękitnej i uciekło.
Poczta pogonił za niem. W tej chwili jednak dało się słyszeć walanie tuż przy nim z poza najbliższego drzewa, a gdy się w tę stronę zwrócił, ujrzał znów dzieweczkę, pierzchającą przed nim w głąb lasu. O dziwo! Sukienkę miała ciemnoczerwoną, a na niej długie włosy ciemnofioletowe jak ów piasek, który morze wyrzuca czasem na strąd. A tuż zaskoczyła go zgłośnem wołaniem dzieveczka o włosach białych jak piana morska, oczach jak gwiazdy i otulona sukienką mieniącej się barwy morskiej.
„Ku-ku! Ku-ku!“ przekorne, żartobliwe, wesołe i dźwięczne dolatywało z wszystkich stron, a w którą stronę się poczta obrócił, wszędzie widział roześmiane twarzyczki, powiewne szaty i długie rozwiane włosy. Lecz ta dzieweczka miała sukienkę barwy nieba w noc księżycową, włosy czarne jak chmury, a oczy szarosrebrne. Druga, ubrana w szatę