Strona:Jerzy Bandrowski - Sosenka z wydm.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


kilka razy przewrócił, to nic, że mu się pod nim nogi uginały. Szedł wpół zgięty, jak i matka, lewą rączką na plecach worek podtrzymując, i choć mu pot oczy zalewał, dźwigał go, nie narzekając na ciężar, nie odpoczywając nawet. Alał swe brzemię z pokorną, lecz nieugiętą rybacką zawziętością i śmiał się.
Bo choć dźwigać było ciężko, wiedział, że neńka „Złego“ od niego odegnała.