Strona:Jerzy Bandrowski - Bajki ucieszne.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Jak to fruwa prześlicznie!
Wprawdzie nie wiem, po co człowiek pcha się
W przestworze,
Pewnem za to, że w dzisiejszym czasie
Już ani orzeł bujać lepiej od niego nie może,
Lot, pewność, siłę, szybkość, posiada w tej mierze,
Że nawet mnie zazdrość bierze! —
A w tem, latawiec świetny, jak rażony gromem
Spada, po zboczu stacza się stromem,
Aż wreszcie w czarnej kosodrzewinie,
Jak wichrem motyl rzucony ginie.
Patrzy nań orzeł zdziwiony zdala.
Los go latawca smutny rozżala.
— Przed chwilą jeszcze gonił obłoki,
Spadł — i leży, jak długi cały i szeroki.
Wzbić się w skrzydeł dumnych szumie
W przestworza — to dobrze umie.
Lecz teraz widzę, jaka jego wada:
Oto nie jak orzeł spada.
Wzbić się wysoko nie jednym udało,
Lecz orla sztuka: — i z niebios spaść cało!


ZNANA HISTORJA.

Litowała się panna na widok młodego,
Co sam lampę nalewał. Jak zbawić od złego?
Jak pomódz, aby ówże, (a zwał się artystą)

51