Strona:Jerzy Bandrowski - Bajki ucieszne.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


AEROPLAN i ORZEŁ.

Aeronauta pewien, zbyt rozzuchwalony
Szczęściem, które w równinach stale mu sprzyjało,
Puścił swój aeroplan kędyś w górskie strony —
Z wichrem mu się w zawody iść naraz zachciało.
To w błękitach się kołysze,
To, niby ptak olbrzymi, świecąc w śmiesznej pysze
Białemi skrzydły,
Bujał sobie, lot wiodąc, ponad górskie szczyty.
Spostrzegł go orzeł, gdzieś w skalistej skryty
Szczelinie. Rzecze: — Owóż mi obrzydły
Widok! Już człek się w przestworzach panoszy,
Co drobniejsze ptactwo płoszy
I ani nie drgnie przedemną zuchwały.
Co to za huki, stuki, niepokoje —
Doprawdy, sam się go boję —
Z pewnością uległbym w walce!
O, bodaj piorun spalił te zuchwalce! —
Tak się pan przestworza żali
I patrzy, co będzie dalej.
Aeroplan zuchwały to się wzbija w chmury,
Okrąża góry,
To go za turnią ujrzycie,
To znowu ginie w błękicie.
— Piękny lot! — duma orzeł, patrząc nań krytycznie —

50