Strona:Jerzy Andrzejewski - Miazga cz. 1.djvu/72

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    — Jutro o szóstej, tam, gdzie zawsze, tak?
    — Nie wiem.
    — Kłamiesz, dobrze wiem, że przyjdziesz, bo też tego chcesz. Chcesz?
    — Może.
    — Nie może, na pewno. Tak?
    Wiedząc, że to tak powie — zmusi się jednak, aby ten moment jeszcze odwlec, lecz to, czego będzie pragnąć, okaże się w niej silniejsze. I dopiero, gdy powie: tak — usłyszy je.
    Wówczas Raszewski puści jej rękę i cokolwiek się cofnie.
    — No, widzisz! Wiedziałem, że dojdziemy do porozumienia. Po co to wszystko zrobiłaś, idiotko!
    Bardzo prawdopodobne, że odpowie słowami męża:
    — Nie wiem.
    Lecz w przeciwieństwie do niej samej z figuralnej sceny, on uzna tę odpowiedź za wysoce zadowalającą, przywoła bowiem przechodzącego kelnera i do gabinetu, który dawniej był sypialnią brata królewskiego, Księcia Prymasa, każe podać butelkę szampana.

    Ponieważ dyrektor Otocki opuści wraz z Wanertem pokój ze schodami w krzepiącym przeświadczeniu, że Raszewski, akceptując Monikę w roli dziewczęcej i jasnowłosej lady Mackbeth, udziela tym samym swego placet również i sztuce, a przede wszystkim kontrowersyjnej osobowości Wanerta, a jemu samemu ze względów prestiżowych szczególnie będzie zależeć, aby sławny reżyser filmowy sprezentował swój debiut teatralny właśnie w Teatrze Stołecznym za jego dyrektury nie obdarzanej, jak dotąd, w środowiskach artystycznych sympatią i poparciem — pochyli swoje ogromne ciało ku drobnemu Erykowi i kładąc ciężką dłoń na jego ramieniu spyta konfidencjonalnie:
    — Napijesz się?
    Co zabrzmi, jakby chciał powiedzieć: musisz przyznać, że jestem porządny chłop.
    — Chyba nie — odpowie najpewniej Wanert — mam dość.
    Na to Otocki:
    — To ja się napiję.
    I pociągnie go ku najbliższemu bufetowi.
    — Może jednak? Jedną whisky?
    Jeśli Wanert dojrzy w tym momencie w głębi sali wysmukłą, wciąż jeszcze mimo siwiejących włosów młodzieńczą sylwetkę Adama Nagórskiego, z pewnością przygryzie nerwowo dolną wargę, ponieważ widok pisarza odświeży w nim jeszcze niezasklepioną ranę: ostateczne przed paroma miesiącami odrzucenie scenariusza według ostatniej powieści Nagórskiego Ostatnia godzina już od kilku lat marzył, aby ten film nakręcić i choć ów długi i wielopłaszczyznowy monolog umierającego Leonarda stawiał przed nim, jako reżyserem trudności, przekraczające niemal wszystkie możliwości ekranizacyjne, wiedział, posiadał pewność, choć niepozbawioną dreszczy niepokoju, że nakręciłby film naprawdę wielki.
    — No? — skusi jeszcze raz Otocki — może jednak?
    Wanert przestanie na moment przygryzać wargę i odpowie:
    — Niech będzie.
    — No widzisz! — ucieszy się Otocki — z wodą?
    — Wszystko jedno.
    Potem Otocki:
    — Zdrowie twego Mackbetha, Eryk!
    Wanert bez entuzjazmu podniesie szklankę, natomiast Otocki wypróżni zawartość swojej łapczywie, jakby to był orzeźwiający tonic.