Strona:Jerzy Andrzejewski - Ciemności kryją ziemię.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


duszą, i co nazywamy chorobami ciała, a co chorobami duszy?
Tamten dumnie się wyprostował.
— Wiem, dostojny panie. Nazywam się Manuel de Hojeda, jestem szlachcicem i chrześcijaninem. Jeśli powiedziałem, że szlachetny don Juan jest chory, nie mogłem myśleć o jego duszy, ponieważ ta, należąc do wiernego sługi Króla i Kościoła, nie doznaje żadnych, jak tego jestem pewien, schorzeń.
— Czy tak mało, mój synu, ufasz swojej pewności, iż musisz podnosić głos? — spytał cicho Torquemada.
Don Manuel poruszył się niecierpliwie.
— Ojcze czcigodny, gdyby pan de Santangel nie był chory...
— Wówczas swoją obecnością złożyłby świadectwo szacunku oraz miłości, jakie żywi dla wiary i Świętej Inkwizycji. Wierzę w to. Mam wszakże nadzieję, że choroba szlachetnego kapitana nie jest na tyle ciężka, aby jutro mogła mu utrudnić odwiedzenie nas w siedzibie Świętego Officium.
Rumieniec pociemnił smagłą twarz don Manuela.
— Czy masz mi jeszcze coś do powiedzenia, mój synu? — spytał Torquemada.
Krew coraz gęściejszą łuną ogarniała twarz i czoło, nawet szyję don Manuela. Żyły wystąpiły mu na skroniach. Przez moment wydawało się, że młody rycerz nie zapanuje nad gniewem i wybuchnie.
— Przedstawiciel corregidora pragnie ci, czcigodny ojcze, złożyć słowa powitania — powiedział cicho fray Montijo.
Don Manuel przygryzł wargi i bez słowa cofnął się do tyłu.
— Czy szlachetny corregidor jest także chory? — spytał Torquemada.