Strona:Jerzy Andrzejewski - Ciemności kryją ziemię.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


T. — Czy według oskarżonego istnieje na świecie zło?
P. — O tak, Wasza Miłość! Dużo jest zła.
T. — Czy oskarżony zaznał w swoim życiu zła?
P. — Tylko zła, Wasza Miłość, zaznałem, niczego innego.
T. — Oskarżony nadal podtrzymuje swoje twierdzenie, że Szatan nie istnieje?
P. — Gdyby istniał, Wasza Miłość...
T. — Pytam, czy oskarżony podtrzymuje swoje twierdzenie, że Szatan nie istnieje?
P. — Podtrzymuję, Wasza Miłość.
T. — Jeśli więc Szatan nie istnieje, kto według oskarżonego jest sprawcą zła na ziemi?
P. — (milczy)
T. — Czy oskarżony wierzy w Boga, Stworzyciela nieba i ziemi?
P. — Jakżeżbym mógł nie wierzyć, Wasza Miłość?
T. — Zatem według oskarżonego Bóg wszechmogący stworzył zło na ziemi?
P. — Ja tego nigdy nie powiedziałem. Wasza Miłość, przysięgam.
T. — Oskarżony wciąż podtrzymuje swoje twierdzenie, że Szatan nie istnieje?
P. — Wasza Miłość, jeśli się nie zjawił...
T. — Jest Szatan czy go nie ma?
P. — Wasza Miłość, Bóg nie stworzył zła.
T. — Święty Trybunał daje wiarę oskarżonemu, iż ten szczerze odżegnuje się od bluźnierczej myśli, jakoby Bóg mógł być sprawcą zła na ziemi.
P. — Dziękuję, Wasza Miłość.
T. — Czyim poddanym jest oskarżony?
P. — (milczy)