Strona:Janusz Korczak - Sam na sam z Bogiem.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

skruszona, a taka radosna, przyrzeka poprawę — głupi jej uwierzy, — wie, że przebaczą ladaco.
Wszystko przeczuwam, nic nie wiem. Głupie mi prawdy czytane; te mają walor, które podpatrzę przez dziurkę; a że niedokładnie, więc zawsze się mylę; tem lepiej. Jestem!
Nic nie wiem, wszystko zgaduję. Wiesz Stwórco, co znaczy: wszystko!
Od stóp do głów nieużytek, a muszę psiamać być pierwszy; nadzieję tracę tylko na pięć minut, wszystko co mądre, zaczynam od jutra; uwalę się pępkiem do góry na piachu, wygrzewam; płaczę nad gruszą, że samotna w polu i starca w ramię całuję. Poważnie pluję i łapię, w powietrzu wywracam koziołki i zawsze miał będę lat szesnaście, grał będę w kukso, gwizdał na palcach i przegram wszystkie od portek guziki. — Od stóp do głów nieużytek, o jakżeby biedna ludzkość była bezemnie. Uczę ją kochać grzech i pożary i pełną, pełną, pełną piersią oddychać.