Strona:Janusz Korczak - Sława.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



ROZDZIAŁ DZIESIĄTY.

Było już prawie ciemno. Władek czytał śpiesznie, żeby skończyć rozdział do zupełnego zmroku. Czytał akurat o tem, jak czerwonoskórzy chcieli spalić podróżnika, któremu już na pomoc biegli towarzysze. I nagle ktoś pociągnął Władka za rękaw.
— Kto to? Czego chcesz? — prawie przestraszył się Władek.
To była Pchełka.
Zawsze wesoła i skacząca, Pchełka teraz była pokorna i smutna.
— Władeeek!
— Co?
— Nie będziesz się na mnie gniewał?
Pchełka miała łzy w oczach, duże, okrągłe łzy.
— Co zrobiłaś, Pchełko?
— A nie będziesz się gniewał i nie powiesz nikomu?
— Nikomu nie powiem.
— Więc: widzisz, ja jestem niedobra.